Zdarzyło Ci się kiedyś poczuć silną emocję – złość, lęk, smutek i natychmiast uwierzyć, że ona mówi Ci coś ostatecznego o tym, kim jesteś albo co Cię czeka?
To bardzo naturalna reakcja – emocje czujemy tak intensywnie, tak realnie w ciele, że łatwo je pomylić z prawdą samą w sobie. „Czuję lęk, więc coś złego się stanie.” „Czuję złość, więc muszę mieć rację, że to niesprawiedliwe.” Emocja staje się dowodem, a nie tylko sygnałem.
Ale jest inny sposób patrzenia, który wiele zmienia. Wyobraź sobie dym unoszący się z ogniska. Dym mówi Ci, że gdzieś się coś pali – ale sam dym nie jest ogniem. Nie da się ugasić pożaru, wachlując dym. Twoje emocje działają bardzo podobnie – pokazują, jaki wewnętrzny stan właśnie jest aktywny, jaki „ogień” się w Tobie pali, ale same nie są tym ogniem i nie są ostatecznym faktem o rzeczywistości.
To rozróżnienie brzmi subtelnie, ale w praktyce zmienia bardzo dużo. Kiedy poczujesz silny lęk czy smutek, możesz zapytać nie „co to mówi o świecie”, ale „co to mówi o tym, co teraz jest we mnie aktywne” – i to od razu przesuwa Cię z pozycji ofiary emocji do pozycji kogoś, kto może z nimi pracować, zamiast być przez nie prowadzonym.
Pamiętam, jak uwalniające było zrozumienie, że nie muszę wierzyć każdej emocji na słowo, że mogę ją poczuć, uznać, a jednocześnie nie budować na niej całej swojej decyzji o rzeczywistości.
To jest jeden z tych tematów, które na pierwszy rzut oka wydają się proste, a w praktyce otwierają zupełnie nowy sposób przechodzenia przez trudne momenty. Więcej o tym, jak z tym pracować krok po kroku, znajdziesz w dalszych materiałach.
